Klaps to nie bicie?!

W ostatnich dniach znowu zrobiło się głośno na temat klapsów jako metody wychowawczej. Stało się tak za sprawą sondażu „Rzeczpospolitej”, w którym zapytano Polaków o to, czy akceptują stosowanie klapsów wobec dzieci. Twierdząco odpowiedziało aż (tak – dla mnie „aż”) 47,6% osób. 36,1% ankietowanych stwierdziło, że ich nie akceptuje, natomiast 16,3% nie miało zdania na ten temat. Po ogłoszeniu wyników tego badania, ruszyła lawina interpretacji, rozmów, artykułów oraz wypowiedzi osób publicznych. Skrajnych – jak to zwykle bywa. Początkowo, chciałam powstrzymać się od poruszania tego tematu, jednak zmieniłam zdanie po przeczytaniu jednego z artykułów, które na tej fali się pojawiły, i który podniósł mi ciśnienie na tyle, że postanowiłam jednak się wypowiedzieć.

Żeby było jasne: w Polsce stosowanie kar cielesnych wobec dzieci jest zabronione! Ustawa z 10.06.2010r. jasno mówi, że przemoc w rodzinie  narusza podstawowe prawa człowieka oraz, że rodzice i opiekunowie małoletnich mają bezwzględny zakaz stosowania kar fizycznych wobec dzieci. Ponadto “kto uderza człowieka lub w inny sposób narusza jego nietykalność cielesną, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo
pozbawienia wolności do roku.”

I idąc dalej: klaps to jest bicie! Bardzo spodobał mi się jeden z komentarzy, które przeczytałam w ostatnich dniach (cytat pochodzi z fanpage’u Blog Ojciec), i który moim zdaniem zamyka dyskusję na temat tego czy klaps jest biciem:

„W którym miejscu klaps nie mieści się w definicji bicia? Uderzasz? Uderzasz. Poniżasz? Poniżasz. Boli? Boli. Jest to przemoc wobec bezbronnego dziecka”.

A dywagacje na temat tego, czy można łatwo odróżnić klapsa (określonego jako „dopuszczalną karę fizyczną”) od znęcania się, są dla mnie ABSURDALNE! Nie istnieje żadna dopuszczalna kara fizyczna! Jak więc, do cholery jasnej (przepraszam za wyrażenie), możliwa jest w ogóle publiczna debata na temat tego, kto popiera dawanie klapsów, przyznawanie się osób publicznych, polityków, że sami stosują klapsy w wychowaniu, określanie klapsów jako „całkowicie naturalnego elementu wychowania dzieci” (żeby było śmieszniej, przez osobę, która nawet nie ma dzieci, więc zgaduję, że jest to dla niej naturalne, bo sama w dzieciństwie była bita). To jest przerażające! Bicie dzieci (tak – klapsy też) jest niezgodne z prawem!

Co więcej: bicie krzywdzi dzieci oraz jest nieskuteczne. Potwierdza to meta-analiza powstała w 2016 roku pod kierunkiem prof. Elizabeth T. Gershoff, którą objęto wszystkie badania na temat klapsów (tylko i wyłącznie) z okresu 50 lat. Analiza danych wykazała, że stosowanie klapsów niesie za sobą negatywne konsekwencje dla dzieci, a jednocześnie nie zwiększa posłuszeństwa wobec rodziców ani krótko- , ani długofalowo.

No bo czego tak naprawdę może nauczyć klaps? Tego, że można stosować przemoc, gdy nie radzimy sobie ze swoimi emocjami, gdy ktoś działa wbrew naszym oczekiwaniom, gdy jesteśmy silniejsi, a na czymś nam zależy. Że w miłości jest miejsce na zadawanie bólu. Że pewnych zachowań należy unikać, inne natomiast powtarzać – jednak nie z powodu zrozumienia, że są złe, krzywdzą innych, czy też wręcz przeciwnie – są pożyteczne, przynoszą korzyści, ale dlatego, że obawiamy się kary. Uczy też kłamstwa z obawy przed wymierzeniem kary – pomyśl, gdy Twoje dziecko zrobi coś głupiego, wolałbyś, żeby Ci o tym po prostu powiedziało, czy żeby ukryło ten fakt/skłamało i szukało pomocy np. u rówieśników?

Klapsy są wyrazem bezsilności i bezradności rodzica, brakiem argumentów. Niszczą relacje pomiędzy dzieckiem a rodzicem (zamiast tego budują lęk), niszczą zaufanie i poczucie własnej wartości, niszczą także autorytet rodzica (prędzej czy później dziecko zorientuje się, że bijesz je, bo nie masz innego pomysłu na uzyskanie jego posłuszeństwa). Wzbudzają złość i prowokują do chęci zemsty.

Pomyślcie proszę, o ile bardziej wartościowa jest spokojna rozmowa (choćby trzeba było ją powtarzać kilkanaście razy), dawanie przykładu, wytłumaczenie swoich racji – nawet w najprostszych słowach, pokazywanie alternatywnych zachowań, obrócenia sytuacji w zabawę, od uderzenia bezbronnego, ufnego, kochającego Cię dziecka. Naprawdę, uwierzcie, że pomiędzy stosowaniem klapsów, a „bezstresowym wychowaniem” jest ogrom innych możliwości. Bardziej skutecznych, wyrażających szacunek do dzieci, sprzyjających budowaniu relacji oraz zaufania, uczących nasze dzieci rozwiązywania konfliktów inaczej niż siłą. Wykorzystując klapsy w wychowaniu naszych dzieci, tworzymy kolejne pokolenie ludzi akceptujących i stosujących przemoc wobec innych ludzi. Czy na pewno chcemy ciągnąć to błędne koło?

Choć ten „smutny sondaż” przyprawia mnie o dreszcze, gdy myślę o tych wszystkich bitych, poniżanych, zagubionych maluchach, to jednak widzę tu maleńkie „światełko w tunelu”. Otóż w 2008 roku w podobnym badaniu 78% Polaków akceptowało bicie dzieci jako metodę wychowawczą. Mam nadzieję, że liczba świadomych rodziców będzie rosła z roku na rok, a tym samym, z roku na rok, będzie malała liczba dzieci krzywdzonych przez własnych rodziców.

I pamiętajcie: “Klaps to też bicie, a wychowanie bez przemocy, to nie wychowanie bezstresowe.”

2 thoughts on “Klaps to nie bicie?!”

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *