Jak wykorzystać bajki (w nieoczywisty sposób)?

Pierwszy i najbardziej oczywisty sposób, jaki w temacie bajek się nasuwa, to po prostu posadzić dziecko przed telewizorem i mieć chwilę oddechu 🙂 Ja osobiście nie uznaję puszczania bajek, żeby mieć “święty spokój” od dziecka. Wiem, że wielu rodziców tak robi, wiem, że wielu rodzicom to służy, że tego potrzebują, że nie ma w tym nic złego (w granicach rozsądku oczywiście), że to dla nich czasem jedyna chwila w ciągu dnia, żeby zrobić coś bez dziecka uczepionego nogi. Wiem 🙂 I ja tego absolutnie nie oceniam, po prostu mówię, że ja tej formy nie wykorzystuję. Zdarzyło mi się raz. Gdy miałam taką jelitówkę, że nie byłam w stanie wyjść z łóżka. Ja wolę zaproponować dzieciom inną aktywność, pozwolić im się ponudzić, albo oglądać razem z nimi i gadać o tym, co oglądamy.

Wbrew pozorom, nie będę w tym artykule pisać ani o wytycznych dotyczących korzystania z ekranów przez dzieci, ani o tym, jakie to niesie pozytywne czy też negatywne konsekwencje. O tym możecie przeczytać np. tutaj, albo tutaj. Zachęcam do zapoznania się także z tymi tekstami.

Ja dziś napiszę, w jaki sposób możemy wykorzystać bajki…aby łatwiej dogadać się z dzieckiem, aby wypracować porozumienie, aby przyspieszyć niektóre sprawy. A właściwie nie tyle bajki, co postaci w nich występujące oraz sytuacje, o których opowiadają.

Chociaż ja osobiście rzadko włączam bajki, to jednak moja starsza córka je ogląda (młodsza jeszcze nie, czasem jedynie rzuci okiem “w przelocie”). Bo moje dzieci mają też tatę, który właśnie należy do tej grupy rodziców, którzy lubią i potrzebują tej “przerwy” na bajkę 😉 Dla mnie prawie zawsze jest tego za dużo i za długo, no ale.. 😉 Skoro już ogląda, to staram się w tym poszukać jakichś pozytywów.

A więc do rzeczy.

Tak to w rozwoju dzieci bywa w różnych okresach, że trudniej nam się z nimi dogadać, że mocniej akcentują swoje “JA”, że bardziej im zależy na realizacji własnych potrzeb, niż na współpracy z rodzicami, że nasze potrzeby ze sobą nie współgrają. I tu właśnie pojawia się przestrzeń na pośrednie wykorzystanie bajek. Otóż, włączamy tryb “ZABAWA” 🙂 /przy okazji polecam Wam książkę L.J. Cohen “Playful Parenting. Rodzicielstwo przez zabawę”/

“Patrol nasz, radę da”

Pieski u nas wy-mia-ta-ją! Pomijam już ciągłe odgadywanie kto jest którym pieskiem, a kto Ryder’em, ale ileż ja im zawdzięczam! 😀

Mamo, a którego pieska potrzebujesz?”
“Mamo, a masz jakąś akcję dla piesków?”

  • Te pieski bardzo są pomocne. Szczególnie w wykonywaniu domowych obowiązków. Skye poleci sprawdzić, która jest godzina, Rocky swoim chwytakiem pozbiera klocki do pudełka, Zuma podleje kwiatki, Rubble w koparce przewiezie pranie z suszarki do sypialni, a Chase ze swoją Szpiegulą odnajdą zagubioną skarpetkę 🙂
  • Pieski pomagają mi w sprzątaniu. Zwłaszcza zabawek. Polega to na tym, że wołam każdego pieska po kolei, i każdy z nich sprząta te zabawki, które są w kolorze jego ubranka (Marshall – czerwone, Rubble – żółte, itd) 🙂 
  • W okresie, kiedy moja starsza córka lubiła uciekać, oddalać się ode mnie, pomagał nam Chase (w tym wypadku – ja). Rzucał on linę (na niby), córka ją łapała (na niby), a wtedy Chase powoli ją zwijał (czyli ja udawałam, że zwijam tą linę), a ona trzymając tę linę, krok po kroczku się zbliżała. Tym sposobem, po chwili moja córka była obok mnie. 
  • Kiedy czuję opór wobec czesania włosów, zapraszam Skye do salonu Katie na psie strojenie 🙂
  • Gdy w czasie posiłku coś bardzo rozprasza moją córkę i zamiast usiąść i zjeść, zajmuje się innymi sprawami, to pytam czy przypadkiem Rubble (znany łasuch) nie miałby ochoty wpaść na obiadek do nas? 😉

Nieco magii do naszego życia wniosła “Kraina Lodu”. Jak wiecie (jeśli znacie), Elsa posiada czarodziejskie moce i chętnie spełnia… moje życzenia 🙂 Potrafi z niczego ulepić bałwana, wyczarować lodowisko, albo… ciszę, albo zniknięcie bałaganu, albo samodzielnie ubrane dziecko 😉 Dodatkowo obie z córką jesteśmy wielkimi fankami muzyki z tych bajek (a szczególnie z drugiej części), więc i ona zajmuje dość zaszczytne miejsce w naszej codzienności.

Podobne umiejętności mają także Shimmer i Shine. Bardzo chętnie spełniają marzenia Leah (czyli mnie). Im jednak zdarzają się pomyłki w rozumieniu tych marzeń, także bądźcie ostrożni 🙂 Lubią połączyć w pary skarpetki, które nie są do pary, albo zamiast cukru podać sól 😉 Często jest też tak, że Shimmer lubi robić to, czego nie lubi Shine, i na odwrót (np. jedna lubi myć zęby, druga lubi się czesać).

Dosia z Kliniki dla pluszaków z kolei bardzo troszczy się o innych. Potrafi zauważyć, kiedy mama jest zmęczona, kiedy potrzebuje wody czy kawki, a nawet pobiec po plaster, kiedy ciachnie palec.

W najtrudniejszym etapie niechęci do mycia zębów, z pomocą przyszedł nam… Franklin. Bo on umiał myć zęby bardzo dobrze i chętnie dzielił się swoją wiedzą ze swoimi szkolnymi przyjaciółmi (cała widownia pluszaków). Jego nauczycielka – pani Sowa (w tym wypadku ja) – umożliwiała mu przeprowadzanie lekcji pokazowych dla kolegów z klasy. Ufff…jaka to była ulga!

Zdarzało się też, że i Bing zawitał w naszym domu. On z kolei nieźle rozprawiał się ze złością – wychodził na balkon i dmuchał w chmury, żeby je rozgonić 🙂

Wymienione powyżej bajki nie są żadnym rankingiem najfajniejszych, czy najbardziej wartościowych bajek. To po prostu bajki, które u nas się przewijały od jakiegoś czasu, i które w jakiś sposób wślizgnęły się do naszej codzienności i usprawniły nasze rodzinne funkcjonowanie. Nie znaczy to, że u Was też takie same zabawy się sprawdzą, ale może będą dla Was inspiracją i pokażą Wam, że “życie” bajki nie musi się kończyć na jej obejrzeniu czy też przeczytaniu  🙂

2 thoughts on “Jak wykorzystać bajki (w nieoczywisty sposób)?”

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *