Chcę znowu być dzidziusiem…

– “Zanieś mnie”
– “Nie umiem sama”
– “Pokarmisz mnie?”
– “Mama ubierze…”
– “Chcę się tulić do mamy”
– “Weź mnie na ręce! Zmęczyły mi się nóżki”
– “Sama nie zasnę”
– “Musisz tu być”

Większość rodziców spodziewających się kolejnego dziecka, nastawia się na to, że ich starsze dziecko może wykazywać zazdrość, może mocno i stanowczo zabiegać o ich uwagę, może być niezbyt pozytywnie nastawione do noworodka, może nawet stać się agresywne. Rodzice opowiadają sobie historie dotyczące tych “początków” w nowej konfiguracji, dzielą się radami, spostrzeżeniami, podsuwają pomysły na opanowanie trudnych zachowań starszaka.

Mam jednak wrażenie, że bardzo mało mówi się o tym, że równie często zdarza się zupełnie inny scenariusz. Otóż nasze starsze dziecko, po pojawieniu się w domu maluszka….dziecinnieje. Rodzice mówią czasem, że dziecko cofnęło się w rozwoju, że przechodzi regres.

Kojarzycie o czym mówię?

Starszak chce znów być noszony, chce żeby go karmić, ubierać, zaczyna znowu ssać smoczek/kciuk, moczy się, jęczy, wkłada do buzi palce, na nowo ma problem z rozstaniem z rodzicami… Niestety spotykam się z tym, że takie zachowania dziecka odbierane są przez rodziców/opiekunów/rodzinę dość negatywnie. Mówi się, że ono wymusza uwagę, że manipuluje, że jest już duże i nie potrzebuje pomocy.

No i błąd. Bo okazuje się, że takie zachowania starszego dziecka, są bardzo pomocne w… regulacji napięć jakie się w jego “wciąż-małym-ciałku” gromadzą w związku z tą nową, kryzysową sytuacją. Agnieszka Stein w “Dziecku z bliska” nazywa ten mechanizm terapeutyczną regresją.

“Powrót do wcześniejszych zachowań nie jest dowodem na to, że dziecko sobie nie radzi, ani sygnałem, że dziecko nie chce się rozwijać. Wręcz przeciwnie. Jest to próba poradzenia sobie z trudnościami poprzez odwołanie się do znanej dziecku i kojarzącej się z bezpieczeństwem sytuacji i do wielokrotnie wypróbowanych sposobów, po to, żeby nabrać energii do dalszego rozwoju.”

/Agnieszka Stein “Dziecko z bliska”/

Przy tego typu zachowaniach, nie będzie więc wspierające ani mówienie o tym, że dziecko jest już duże, ani przypominanie, że już potrafi te rzeczy zrobić, ani ignorowanie jego próśb, ani przekupstwo, czy straszenie. Najbardziej skuteczne jest tu po prostu podążanie za dzieckiem. Pozwolenie mu, aby poczuło się “dzidziusiem”. Zabawa w karmienie, kołysanie, przytulanie, mówienie jak do dzidziusia, zawiązanie w chustę, śpiewanie kołysanek, pomoc w ubieraniu itp. Bez obaw – to nie spowoduje, że dziecko straci ochotę na rozwój (lub że się cofnie w rozwoju), na stawanie się samodzielnym, na zdobywanie nowych umiejętności. Ta tymczasowa zabawa ma za zadanie dodać dziecku energii do działania, naładować baterie, napełnić “kubeczek” (więcej tutaj). Ponadto, wejście w taką zabawę daje dziecku poczuć, że nadal jest kochane, ważne, widziane i słyszane, że miłość rodziców nie spłynęła z niego na nowego malucha, ale że zrobiło się jej więcej.

Ja wiem, że to może być irytujące, i że wymaga od rodziców trochę zaangażowania, i gotowości do wejścia w zabawę, co przy noworodku czy niemowlaku może być…trudne. Jednak warto wykrzesać z siebie te siły, aby pomóc starszemu dziecku w poradzeniu sobie z tą rewolucją, która z jego perspektywy, właśnie się wydarzyła.



PS. Pisząc ten tekst, uświadomiłam sobie jak często moja starsza córka “woła” o moją uwagę, obecność, troskę. I jak często niestety brakuje mi tych zasobów, by te jej słowa odczytać we właściwy sposób. Daję ciała… Choć wiem o tym mechanizmie, choć staram się reagować na jej potrzeby adekwatnie, choć jestem blisko niej przez większą część dnia, to mimowolnie wkrada się to nieszczęsne “przecież jesteś już duża”… A to jej nie wspiera…Też muszę nad sobą popracować!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *