Budowanie więzi z dzieckiem – jak dobrze zacząć?

Przez 9 miesięcy nosiłyśmy pod sercem małego człowieka. Głaskałyśmy brzuszek, mówiłyśmy do niego, może śpiewałyśmy, może czytałyśmy bajki, może puszczałyśmy muzykę, wyobrażałyśmy sobie jak to będzie, gdy ten Cud pojawi się na świecie. Podobnie pewnie zachowywali się też tatusiowie. I nagle jest! Maleńki, bezbronny człowieczek, całkowicie zależny od swoich opiekunów. Pierwszy krok w budowaniu więzi już został przez nas wykonany podczas ciąży. Czas na kolejne.

1.  Zacznij tuż po porodzie, poznaj swoje dziecko

Zadbaj o kontakt “skóra do skóry” od razu po porodzie (powinien on być nieprzerwany i trwać minimum 2 godziny) – to bardzo ważne zarówno z punktu widzenia budowania więzi, zapewnienia maleństwu poczucia bezpieczeństwa, dobrego startu w karmieniu piersią, ale także z punktu widzenia zdrowia (kolonizowanie noworodka florą bakteryjną mamy). To doskonały czas na pierwszy bliski kontakt, “rozmowę” z dzieckiem, uczenie się siebie, a także wspólny, zasłużony odpoczynek po porodzie.

Jeśli z jakichś ważnych przyczyn ten pierwszy kontakt z mamą musi odsunąć się w czasie, to upomnij się Tatusiu o możliwość kangurowania malucha. Masz do tego prawo, wykorzystaj je!

2. Noś, tul, kołysz, głaszcz…

I nie daj sobie wmówić, że przyzwyczaisz dziecko do noszenia, że później nie będziesz mogła/mógł odłożyć go na 5 minut. Twoje maleństwo już jest do tego przyzwyczajone! Ostatnie 9 miesięcy spędziło w ciepłym, przytulnym brzuszku, gdzie było kołysane i noszone bez ograniczeń. Po opuszczeniu tej bezpiecznej przestrzeni, dziecko potrzebuje przedłużenia warunków, które zna, aby poczuć się bezpieczne. Warto poczytać więcej o teorii IV trymestru ciąży (H. Karp), która zakłada, że ludzkie dzieci rodzą się o około 3 miesiące za szybko (ze względu na ich wielkość oraz rosnące zapotrzebowanie energetyczne, któremu matka nie byłaby w stanie sprostać), więc po porodzie potrzebują ten “brakujący” czas spędzić w warunkach jak najbardziej podobnych do tych panujących w macicy. Jest to czas bardzo intensywnego rozwoju maleństwa, zwłaszcza jego układu nerwowego. Aby rozwój ten mógł przebiegać harmonijnie, potrzebuje ono dużej dawki bliskości i poczucia bezpieczeństwa. Zaspokajanie jego potrzeb nie spowoduje, że nagle je rozpieścisz. Wręcz przeciwnie – pomożesz mu zaadaptować się do nowej, nieznanej rzeczywistości i dasz mu poczucie, że jesteś kimś, na kogo zawsze może liczyć, że zależy Ci na jego dobru, że je kochasz i jesteś przy nim. Na samodzielność naprawdę przyjdzie jeszcze pora.

„Noworodka nie można przyzwyczaić do noszenia, bo to by było jak wyłowić z morza rybę i przyzwyczajać ją do wody. Noworodek jedyne co zna, to noszenie, kołysanie i spanie z mamą. On już jest do tego przyzwyczajony, bo nigdy nie miał inaczej.” Segritta.

 

3. Reaguj na płacz

Małe dzieci płaczą, bo inaczej nie potrafią się komunikować. To ich jedyny sposób, żeby dać opiekunom znać, że coś się dzieje, że czegoś potrzebują, że jest im źle, że coś ich boli, że jest im zimno/gorąco, że się boją itd… To, że reagujemy na te sygnały, daje im poczucie zaufania do samych siebie i do nas jako opiekunów. Brak reakcji na płacz (pozostawianie do wypłakania) powoduje wydzielanie się u dzieci szkodliwego hormonu stresu (kortyzolu). Może też skutkować tym, że przestaną one “wołać o pomoc”, komunikować swoje potrzeby, bo dowiedzą się, że i tak nikt nie zwraca na nie uwagi. Albo przeciwnie – nauczą się robić to jeszcze głośniej, chcąc zwrócić uwagę na swoje problemy i oczekując wreszcie jakiejś reakcji. Zatem ich zachowania mogą od początku być przesadzone, ponieważ chcą zwiększyć swoje szanse na otrzymanie pomocy.

Bo wbrew opiniom wielu dorosłych, dzieci nie uczą się uspokajać same kiedy się je zostawi i pozwoli wypłakać, gdy się je ignoruje, gdy nie reaguje się na ich płacz. One w takich sytuacjach uczą się tylko tego, że nikogo nie obchodzi to, że płaczą, że nie mogą liczyć na pomoc rodzica, że ze swoimi problemami muszą radzić sobie same.

Ludzie z natury wyposażeni są we wrażliwość na sygnały płynące od dziecka, zarówno płacz, jak i np. uśmiechy. Wrodzone są także nasze reakcje na te sygnały – kiedy dziecko płacze, chcemy je podnieść, przytulić, uspokoić. Gdy komunikujemy się z maluchem – robimy to w specyficzny sposób; gdy je podnosimy – układamy go tak, by mógł patrzeć na naszą twarz, utrzymywać kontakt wzrokowy. Ma to na celu nawiązanie relacji. Jednak instynkty te mogą przestać działać, gdy ktoś sobie wmówi, że ich nie posiada lub gdy weźmie do siebie często powtarzane przez otoczenie “złote rady”, np. że dziecko nie powinno mieć dorosłego na każde zawołanie, że nic mu się nie stanie jeśli trochę popłacze itp. Czasami też nasze własne trudne doświadczenia sprawiają, że zamiast reagować chęcią niesienia pomocy płaczącemu dziecku, czujemy złość.

Warto też pamiętać o tym, że płacz dziecka ma dwie fazy: pierwsza to wołanie o pomoc (odczuwamy potrzebę przytulenia dziecka, chcemy biec mu na ratunek), druga to już panika (taki płacz rodzi w nas agresję, możemy mieć ochotę “rozszarpać” dziecko). To dlatego tak ważna jest nasza szybka reakcja – im szybciej uspokoimy maleństwo, tym większa szansa, że nie zdążymy się na nie zezłościć (A.Stein “Dziecko z bliska”).

Ponadto, dla dzieci płacz jest naprawdę jedną z najlepszych i najłatwiej dostępnych strategii radzenia sobie ze stresem. Nasza pomoc płaczącemu dziecku wcale nie musi sprowadzać się więc do jak najszybszego “uciszenia” malucha. Czasem on po prostu musi sobie popłakać, wyżalić się, rozładować napięcie. Ważne jest by mógł to zrobić w czułych ramionach bliskiej osoby. Ważne jest nasze wsparcie, nasza obecność, wysłuchanie, utulenie i zaakceptowanie emocji dziecka. Więcej o płaczu możecie przeczytać tutaj.

4. Szanuj emocje dziecka, broń jego granic

Twoje dziecko jest małym człowiekiem. Tak samo jak Ty, ma prawo przeżywać różne emocje – te przyjemne i te trudniejsze – i wyrażać je tak, jak na danym etapie rozwojowym potrafi. Może je przeżywać bardziej intensywnie, bo ich nie rozumie, ma dużo mniejsze doświadczenie życiowe, nie umie jeszcze sobie z nimi poradzić. To Ty, rodzicu, swoim przykładem i wyjaśnieniem, budujesz kompetencje emocjonalne swojego malucha. Tym, że reagujesz na jego emocje, że nie zostawiasz go z nimi samego, że je tłumaczysz, pokazujesz jak je “ujarzmić”, uczysz go, że zawsze może na Ciebie liczyć, że jesteś jego “bezpieczną przystanią”.

To zobowiązuje Cię także do obrony granic Twojego maleństwa. Bo każdy z  nas rodzi się z pewnymi granicami. Jednak ani noworodek, ani niemowlę, ani nawet kilkuletnie dziecko, nie potrafią jeszcze jasno wyrazić, gdzie te granice przebiegają. Ich bronią najczęściej jest płacz. Może to być też krzyk, może ucieczka, odwrócenie głowy, a może bicie/gryzienie. W przypadku takich maluchów nie ma co liczyć na to, że spokojnie powiedzą: “nie podoba mi się, gdy mnie dotykasz”, “nie lubię twojego zapachu”, “nie mam ochoty być u ciebie na rękach”, “nie jestem już głodny”. I to my właśnie, jako ta “bezpieczna baza”, powinniśmy od urodzenia poznawać maleństwo, być wrażliwym i uważnym na jego sygnały, by jak najlepiej móc je wychwycić i odczytać. Dzięki temu mamy możliwość zminimalizować sytuacje, które są dla dziecka trudne i stresujące (a z którymi samo nie może sobie jeszcze poradzić), i tym samym zapewnić mu komfort i bezpieczeństwo.

5. Bądź obecna/y

Dla noworodka obecność rodzica to podstawa przeżycia. Maluch jest całkowicie zależny od swoich opiekunów, nie ma szans poradzić sobie bez nich. Bliskość fizyczna, dotyk to coś, dzięki czemu on czuje się bezpiecznie. To coś, dzięki czemu tworzy się więź. Z noworodkiem jeszcze się nie pobawisz, nie porozmawiasz, nie zaangażujesz do wspólnych zajęć. Dlatego jeśli chodzi o takie maluszki, ogromne znaczenie ma po prostu pielęgnacja i opieka. Pamiętaj o tym zmieniając pieluszkę, karmiąc, usypiając, nosząc czy kąpiąc swoje dziecko. Nie spiesz się, dbaj o spokojną atmosferę, bądź delikatna/y, czuła/y i uważna/y na sygnały dziecka, opowiadaj mu o tym, co robisz – oboje dużo się o sobie uczycie w tym czasie. Dzięki tym codziennym, błahym czynnościom, budujesz relację!

I teraz ważna sprawa – wciąż wiele osób uważa, że te czynności, które opisałam wyżej, należą do obowiązków mamy (choć na szczęście świadomość mężczyzn w tym temacie zauważalnie rośnie). Rzeczywiście, zwykle to matki biorą na siebie większość tych zadań, choćby ze względu na to, że najczęściej to one są z maleństwem w domu, podczas gdy tatuś pracuje. Natomiast, drodzy Tatusiowie – apel do Was. Weźcie pod uwagę fakt, że jedyną rzeczą, której Wy nie możecie zrobić w zakresie opieki nad Waszym dzieckiem, jest karmienie go piersią. Wszystkie inne czynności możecie wykonywać z powodzeniem równie dobrze jak Wasze partnerki. I tak naprawdę nie ma znaczenia, czy one tego od Was wymagają, czy świetnie radzą sobie z tym same. To Tobie, Tato, powinno zależeć na tym, aby w miarę możliwości zaangażować się w opiekę nad maleństwem! To Tobie powinno zależeć, żeby nawiązać więź z Twoim dzieckiem, bo jesteś jego Tatą! Jeśli tego nie czujesz, zawsze znajdziesz wymówkę. Tylko pamiętaj, że nikt tego za Ciebie nie zrobi. To Ty jesteś odpowiedzialny za to, jak będzie wyglądała Twoja relacja z dzieckiem. A budowanie jej wymaga zaangażowania, obecności i czasu.

Podsumowując dodam, że ten czas po narodzinach dziecka – choć często  trudny i wymagający, pełen skrajnych emocji, wahań hormonów, wyczerpania i wątpliwości – jest magiczny. I mija bardzo szybko. I już nie wróci. To jest wyjątkowy czas. Myślę, że wielu rodziców z sentymentem wspomina ten okres uczenia się siebie nawzajem i tęskni do czasów, gdy lekiem na całe zło było utulenie, ukołysanie, zmiana pieluszki czy podanie piersi. Starsze dzieci mają już większe “problemy” i większe “oczekiwania”. Nie będą wymagać już może od nas tyle bliskiej obecności, kontaktu fizycznego, czułości, co noworodki i niemowlęta. Dla nich istotne stanie się aktywne uczestnictwo w ich zabawach, robienie wielu rzeczy wspólnie, autentyczne zainteresowanie ich sprawami, aktywne słuchanie, wcielanie się w role, będą wymagać od nas wiele cierpliwości, wystawiać nasze opanowanie na próby, kopiować nasze (nie zawsze godne pochwały) zachowania i walczyć z wszechogarniającymi ich emocjami. Więc….doceńmy ten noworodkowo-niemowlęcy etap 🙂

 

PS.: Na zakończenie, obiecane wyjaśnienie, dlaczego ostatnimi czasy tak rzadko pojawiają się wpisy na moim blogu i na fanpage’u FB. Otóż, niedługo – bo jeszcze w tym roku – będę miała okazję przypomnieć sobie jak w praktyce wygląda budowanie więzi z noworodkiem. Tak, tak. Spodziewamy się naszego drugiego Maleństwa 🙂 Dlatego proszę Was o wyrozumiałość – Kraina Bliskości nie znika, choć moja aktywność pewnie przez jakiś czas będzie ograniczona. Zostańcie ze mną! Kasia 🙂

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *