“Nie tam jesteśmy w domu, gdzie mieszkamy, lecz tam, gdzie nas rozumieją” Christian Morgenstern

W naszym codziennym życiu wiele jest sytuacji, w których nasze dzieci nie zachowują się tak, jak byśmy chcieli. Sprzeciwiają nam się, płaczą, krzyczą, złoszczą się, rzucają przedmiotami. Wielu z nas myśli o nich wtedy, że są niegrzeczne, że nie potrafią się zachować, że są rozpuszczone, że musimy im pokazać, kto tutaj rządzi… Ten tok myślenia jednak powoduje w nas irytację, złość, frustrację, sprawia, że wybuchamy. W takim stanie nie potrafimy spojrzeć na dziecko przychylnym okiem. W takim stanie niemożliwe jest ZROZUMIENIE. A to właśnie tego potrzebuje nasze dziecko!

Kiedy emocje biorą górę i dziecko nie potrafi zapanować nad swoimi zachowaniami, potrzebuje w nas odnaleźć oazę spokoju. Dopóki samo nie nauczy się rozpoznawania i regulowania swoich emocji, to my jesteśmy mu potrzebni do tego, aby potrafiło się uspokoić. Niestety, kiedy nas samych również opanuje złość, to nie będziemy w stanie dać spokoju maluchowi, nie będziemy dla niego pomocą w regulowaniu emocji.

Kluczem do zachowania spokoju przez rodzica, jest właśnie ZROZUMIENIE.
→ Zrozumienie, że emocje dziecka wynikają z jego potrzeb (ono nie decyduje o ich pojawieniu się).
→ Zrozumienie, że mózg dziecka jest jeszcze niedojrzały i z wieloma problemami nie jest w stanie sobie poradzić.
→ Zrozumienie, że dziecko jest na zupełnie innym etapie rozwojowym, więc nasze oczekiwania powinny być adekwatne do jego możliwości.
→ Zrozumienie, że kiedy dziecko mówi „nie” rodzicowi, to tak naprawdę mówi „tak” sobie i swoim potrzebom (mimo, że dzieci z natury chcą współpracować z rodzicami, to czasami dla odmiany muszą zawalczyć o swoją autonomię).
→ Zrozumienie, że dziecko często po prostu nie potrafi wyrazić tego, o co mu chodzi.
→ Zrozumienie, że dziecko może być zmęczone, głodne, niewyspane, coś może go boleć, albo najzwyczajniej może mieć gorszy dzień.
→ Zrozumienie, że dziecko również ma prawo czegoś chcieć lub nie chcieć, czegoś nie lubić, na coś się nie zgodzić, nasza decyzja może mu się nie podobać, może być nią rozczarowane.
→ Zrozumienie, że w silnych emocjach odcina się dostęp do racjonalnej część mózgu i żadne argumenty nie docierają wtedy do dziecka.
→ Zrozumienie, że dziecko może nie mieć świadomości istnienia jakiejś zasady i dlatego ją złamało (dzieci nie rodzą się z pakietem instrukcji jak funkcjonuje świat, one dopiero wszystkiego się uczą).
→ Zrozumienie, że z perspektywy dziecka wiele rzeczy wygląda zupełnie inaczej niż z perspektywy dorosłego (dla dziecka rozlana na podłodze woda, to okazja do zabawy; dla dorosłego – widmo sprzątania).
→ Zrozumienie, że płacz jest sposobem komunikacji, strategią rozładowania napięcia, a nie manipulacją.

Gdy jesteśmy w stresowej sytuacji, często przypisujemy zdarzeniom większe znaczenie, niż wtedy, gdy jesteśmy zrelaksowani. W takich momentach bardzo łatwo o pojawienie się w naszej głowie negatywnych myśli dotyczących zachowania naszych dzieci. Są to tzw. myśli-zapalniki. Działają one jak iskra i prowadzą do wybuchu złości. Autorzy książki „Kiedy twoja złość krzywdzi dziecko” wymieniają trzy kategorie myśli-zapalników. Są to myśli przypisujące złą intencję (np. „Robisz to, żeby mnie zdenerwować”, „Sprawdzasz na ile możesz sobie pozwolić”), myśli wyolbrzymiające problem (np. „Nigdy mnie nie  słuchasz”, „Nie zniosę tego”) oraz myśli zawierające negatywną ocenę (np. „Jesteś niegrzeczny, leniwy, złośliwy”).

Jeśli uda nam się je w porę wychwycić i zneutralizować, to mamy szansę uniknąć wybuchu złości, który nikomu w takiej sytuacji nie pomoże. Neutralizowanie tych negatywnych myśli może polegać na zastąpieniu ich komunikatami pełnymi zrozumienia, np. „To naturalne zachowanie dla dzieci w tym wieku”, „Przecież on nie chce mnie zdenerwować – po prostu nie radzi sobie z jakimś problemem”, „On jeszcze nie potrafi zapanować nad swoją złością”, itp. Zupełnie inaczej patrzy się na dziecko, które „jest niegrzeczne i złośliwe”, a zupełnie inaczej na dziecko, które „nie radzi sobie z jakimś problemem i potrzebuje naszego wsparcia”.

To bardzo ważne, żeby dzieci miały świadomość, że mogą się przed nami przyznać do swoich uczuć i mają prawo wyrazić je tak, jak potrafią – nawet jeśli ich sposób jest dla nas trudny do zaakceptowania. Często dzieci „zbierają” emocje z całego dnia w „plecaku”. Tłumią je, gdy nie mogą swobodnie ich wyrazić. Chcą jednak później móc „rozpakować plecak” w bezpiecznym otoczeniu, przy wsparciu osoby, której ufają, która nie będzie ich oceniać i krytykować za ich uczucia, ale je zrozumie, zaakceptuje i pomoże sobie z nimi poradzić. Bądźmy więc dla naszych dzieci taką bezpieczną przystanią, w której mogą być naprawdę sobą.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *