Pierwsze tygodnie z niemowlakiem – dlaczego bywa tak trudno?

Nadchodzi ten dzień, kiedy po 9 miesiącach noszenia maluszka pod sercem, możemy wreszcie go poznać, dotknąć, przytulić, powąchać, nakarmić… Jesteśmy po porodzie: zmęczone, obolałe, ale i bardzo podekscytowane. Wydałyśmy na świat Człowieka! To właśnie teraz zaczyna się nowy etap naszego życia. Od teraz już nic nie będzie takie samo… 🙂

Stawanie się Mamą, to niezwykłe doświadczenie. Mocne i piękne. Każda z nas odbiera je z pewnością inaczej, gdyż ten odbiór zależny jest od bardzo wielu czynników. Myślę jednak, że większość z nas zgodzi się z tym, że początkowy etap w tej nowej roli bywa także dość… trudny i wymagający. Dlaczego?

👶 Jesteśmy w połogu.
To jest nasz czas na regenerację po porodzie, po ciąży. Czas wielu zmian w organizmie. Bardzo często jest to też czas bólu fizycznego, wyczerpania. To także czas szaleństwa hormonów, które niewątpliwie bardzo wpływają na nasz nastrój i potrafią nieźle namieszać w naszym postrzeganiu rzeczywistości. A w tym wszystkim jest maluszek, którym trzeba się opiekować 24h na dobę…

👶 Brak snu.
Coś, do czego nie da się przygotować. Tak samo jak nie da się wyspać “na zapas”. Dlatego w pierwszych tygodniach po porodzie, ten aspekt potrafi mocno dać się we znaki. Przerywany sen, nocne karmienia, przewijanie, tulenie maleństwa, pilnowanie czy na pewno oddycha (tak…przy pierwszym dziecku sprawdza się takie rzeczy 🙂 ), albo obserwowanie “jak słodko śpi” to spore wyzwanie.

👶 Oczekiwania.
Wciąż żywy jest ten okropny mit, że noworodek tylko je i śpi. Wiele młodych mam nastawia się właśnie na taki tryb życia w pierwszych tygodniach, po czym doświadcza brutalnego zderzenia z rzeczywistością, w której nasz słodki dzidziuś śpi tylko na mamie, non-stop chce być przy piersi, nie da się go odłożyć do łóżeczka, bo od razu płacze, a o spokojnym spacerze po parku możemy jedynie pomarzyć. Również temat karmienia okazuje się nie takim prostym zadaniem – bez względu na to, czy karmimy piersią, czy mlekiem modyfikowanym.

Drugą kwestią tego zagadnienia, są oczekiwania wobec nas samych. Wygórowane! Chcemy być idealnymi matkami, mieć idealny porządek, pyszne posiłki, pięknie wyglądać i zawsze być w dobrym humorze. Brakuje nam umiejętności odpuszczania, proszenia o pomoc, wybierania tego, co naprawdę istotne.

👶 Zamartwianie się.
Czy się najada? Dlaczego płacze? Czy dobrze go noszę? Czemu nie chce spać? Na pewno jest głodny. Czy on nie śpi za długo? Czy oddycha? Jak go odłożyć do wózka, żeby nie płakał? W co go ubrać? Coś mu “furczy” w nosku, czy to katar? Chyba boli go brzuszek. Ojej! On ulewa! A może wymiotuje? Co on tak często robi te kupki? Czy ma biegunkę? On chyba nie może zrobić kupki – kiedy robił ostatnio? Jak mu pomóc? I tak dalej, i tak dalej… Witaj w świecie matek. To podobno nigdy się nie kończy. Tylko tematy tych zmartwień się zmieniają.

👶 Uczenie się dziecka.
Zanim będziemy wiedziały, co oznacza dany rodzaj płaczu, zanim poznamy chociaż mniej więcej rytm życia naszych maluszków, zanim zorientujemy się co lubią, a czego absolutnie nie tolerują, musi minąć trochę czasu. To bywa naprawdę frustrujące, bo oczywistym jest, że chcemy dla naszych dzieci wszystkiego, co najlepsze. Trudno nam znosić ich płacz, szczególnie wtedy, gdy kompletnie nie mamy pojęcia co się dzieje i jak można im pomóc. I choć dobrze wiemy, że po prostu musimy się lepiej poznać, to te początki są mocno wyczerpujące – czasem nawet nie tyle fizycznie, co psychicznie.

👶 “Dobre rady”.
Wszechobecne. Bardzo często zupełnie niechciane. Najczęściej oparte na wieloletnich mitach dotyczących wychowania dzieci – typu: dieta matki karmiącej, czy też słynne “nie noś, bo przyzwyczaisz”. I co najgorsze w tym wszystkim: poddające w wątpliwość nasze kompetencje! A, że czas połogu to taki okres, kiedy jesteśmy bardzo wrażliwe, podminowane i zmęczone, to łatwo mogą nas mocno dotknąć i podważyć nasze poczucie własnej wartości w roli matki. Często też, nie mamy zasobów żeby reagować na nie asertywnie, by jasno zaznaczać swoje granice. 

👶 Brak wsparcia.
Ja to wsparcie dzielę na dwie kategorie. Jedno to takie, gdzie ktoś jest przy nas w tej codzienności, dzieli z nami obowiązki, angażuje się w opiekę nad maleństwem, odciąża w obowiązkach domowych, dba o nasz dobrostan (np. donosi dobre jedzonko). 

Druga kategoria, to wsparcie emocjonalne. Takie pozwolenie na ponarzekanie, na wypłakanie się, wyżalenie, na przyznanie, że jest nam trudno. To takie wsparcie, w którym nikt nas nie ocenia, nie deprecjonuje naszych problemów, nie powie: “dawniej kobiety wszystko ogarniały same, a ty ciągle narzekasz”, albo “ja wychowałam trójkę bez żadnej pomocy, a ty obiadu nie możesz ugotować?” tylko po prostu jest blisko, z gotowością do pomocy.

👶 Utrata dotychczasowego życia, niezależności.
To coś, z czym trudno nam się pogodzić. I czasem trudno się nam do tego przyznać. Bo chociaż bardzo kochamy nasze dzieciątko, chociaż bardzo go pragnęłyśmy, to jednak większość z nas nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo ono zmieni nasze życie. I z tego, że to życie już nigdy nie “wróci do normy”. Bo nasza “norma” od teraz jest już czymś całkowicie innym, nowym.

Moje osobiste doświadczenie jest takie, że przy pierwszym dziecku, te trudności potrafiły mocno wpłynąć na mój odbiór macierzyństwa. Że skupiałam się na tych problemach, wątpliwościach, a przez palce uciekała mi radość z tego czasu, gdy moje dziecko było maleństwem. Czekałam aż zacznie gaworzyć, siadać, chodzić, mówić, zapominając o “tu i teraz”. 

Przy drugim… było spokojniej, łatwiej jeśli chodzi o te typowo noworodkowo-połogowe tematy, ale za to pojawił się motyw uczenia się bycia “podwójną mamą”. Dzielenia siebie między dzieci, radzenia sobie z wyrzutami sumienia, że nie jestem w stanie dać 100% swojej uwagi, zaspokoić wszystkich potrzeb obu córek, bo się nie rozdwoję. Poukładanie sobie tego w głowie zajęło mi trochę czasu i było dość trudne. Szczególnie, gdy dołożyła się do tego zazdrość starszaka i prośby, żeby dzidziuś wrócił do brzucha 😉

Natomiast przy trzecim… CELEBRUJĘ. Chcę zatrzymać jak najwięcej z tego okresu, gdy dzidziuś jest dzidziusiem <3 Bo już dobrze wiem, jak ten czas szybko mija. Dlatego tym razem, sama sobie daję pozwolenie na to, że niektóre rzeczy na ten moment po prostu zawalam i one sobie muszą poczekać na “lepsze dni” 😉

Jeśli z zaciekawieniem przeczytałaś/eś ten artykuł, pomóż mi proszę trafić z nim do większej ilości czytelników. Będę wdzięczna za każdy komentarz, polubienie na FB/IG oraz udostępnienie. Bez tej aktywności odbiorców, trudno jest przebić się przez internetowe algorytmy. Dziękuję z góry!

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *