Ojciec, tata, tatuś…?

O roli ojca, na przestrzeni ostatnich lat, pisze się naprawdę sporo. Zwraca się uwagę na to, jak ważna jest to rola – w kwestii wsparcia kobiety, budowania relacji partnerskiej, w kwestii wychowania i rozwoju dziecka, a także w kwestii wpływu na podtrzymywanie lub niwelowanie stereotypowego postrzegania ról kobiety i mężczyzny w społeczeństwie.

Przygotowując się do napisania tego tekstu, przeglądałam trochę “internetów” 😉 I zauważyłam trzy główne nurty przedstawienia roli ojca przewijające się w sieci. Oczywiście takich “typów” możnaby wymienić jeszcze kilka. Nie są też one całkowicie rozłączne – jeden mężczyzna, może prezentować cechy z każdego wymienionego typu. To, co nastąpi dalej, to pewne uogólnienie.

Tatuś na medal.

To ojciec, któremu naprawdę się chce. Który naprawdę chce mieć rodzinę, dzieci. Lubi być z nimi, są dla niego darem. Zależy mu na tym, by budować z nimi więź od początku. Doskonale wie, jak ważna jest dla dzieci jego dostępność emocjonalna i wspólnie spędzony czas. Czuje się odpowiedzialny zarówno za dzieci, jak i prowadzenie domu. Przy czym odpowiedzialność ta nie jest rozumiana wyłącznie jako zapewnienie bytu materialnego. Raczej jako rzeczywiste zaangażowanie w życie swojej rodziny. Taki tata bez problemu zmienia pieluszki, kąpie, karmi, nosi, usypia, przebiera, wychodzi na spacery, wstawia pranie, gotuje, wie kiedy należy iść z dzieckiem do szczepienia, wie kiedy trzeba kupić większą kurteczkę, bierze aktywny udział w podejmowaniu decyzji odnośnie wyboru przedszkola czy szkoły, itp. To prawdziwy partner. On nie “wypełnia poleceń” żony (partnerki) – on wie co i kiedy należy zrobić. Nawet jeśli tylko on pracuje zawodowo, to docenia “domową” pracę żony, wie, że nie jest ona sielanką, bo dobrze zna trudy rodzicielstwa. Tęskni, gdy nie ma go w domu, czuje, że coś traci. Dlatego po powrocie stara się nadrobić ten czas, nierzadko kosztem swojego odpoczynku. Bo to dla niego priorytet. Nie boi się zostać z dzieckiem sam w domu – wie, że sobie poradzi. Ba! Nawet czuje, że dzięki temu mają szansę lepiej się z maluchem poznać i zgrać. Dba także o to, by mama jego dzieci miała szansę na “złapanie oddechu” – nie od święta, ale w codzienności. On nie tylko “pomaga” żonie, ale jest razem z nią w tym “kieracie”. Nie chce być dodatkiem do mamy – chce być równoważnym rodzicem, “bezpieczną bazą” dla dzieci. Jedyne, czego nie jest w stanie zrobić, to nakarmić dziecka piersią – ale za to może być niewiarygodnym wsparciem dla swojej partnerki, także w temacie laktacji!

Według wielu osób, taki tata, to powinna być norma. Bo powinna! Każda kobieta chciałaby mieć takiego partnera, każde dziecko chciałoby mieć takiego tatę. Z moich obserwacji wynika jednak, że – choć rzeczywiście sporo zmienia się w tej kwestii na plus – to, to jeszcze nie jest to pokolenie, kiedy taki tata będzie normą. Mężczyznom z naszego pokolenia bardzo często brakuje odpowiedniego wzoru do naśladowania. Ojcostwo te…30 lat temu wyglądało zupełnie inaczej. W społeczeństwie wciąż bardzo silne są stereotypy roli męskiej i kobiecej w rodzinie. Jednak “tata na medal” przezwycięża te trudności, bo CHCE być dobrym tatą – gdy czegoś nie wie/nie umie – szuka informacji, czyta, chodzi na warsztaty, prosi o radę, rozmawia o wychowaniu dzieci, uczy się.

Jeśli jesteś takim tatą, chcę Ci pogratulować. Robisz dobrą robotę. Naprawdę możesz być wzorem. Tylko tak dalej 🙂 To cudowny dar dla Twojego dziecka i żony (partnerki)!

Tatuś bez siły przebicia.

Niby chce “być bliżej” dzieci, ale nie do końca wie jak. Niby czuje, że mógłby bardziej się zaangażować, ale może “żona zrobi to lepiej”. Niby zależy mu na tym, żeby być równie ważnym dla dzieci jak mama, ale boi się oceny otoczenia. A ono mu tego niestety nie ułatwia.

Jak to jest, że gdy kobieta zostaje w domu z dziećmi, to jest to przyjmowane zupełnie normalnie, właściwie obojętnie. Gdy to mężczyzna zostaje z dziećmi, to nagle urasta do rangi superbohatera – “ale jak to? nie boisz się? jak ty sobie dasz radę?” – dziwią się koledzy, czy sąsiadki. Mało tego – niestety zdarza się, że zaangażowanie mężczyzn w sprawy rodzinne, jest przyjmowane przez otoczenie z ukradkowymi uśmieszkami albo niewybrednymi komentarzami typu: “to ty baba jesteś?”.
Spotykam się też ze stwierdzeniami, że mężczyźni by chcieli “bardziej”, “lepiej” być ojcami, ale nie pozwalają im na to ich kobiety. Wyręczają ich, twierdzą, że one zrobią lepiej, szybciej, dokładniej, biegną z odsieczą, gdy tylko usłyszą kwilenie maleństwa w objęciach taty, nie pozwalają się im wykazać.

Czyli wychodziłoby na to, że z jednej strony mamy oczekiwania, że ojciec będzie w pełni ojcem (takim jak z opisu tatusia na medal), a z drugiej strony – jako społeczeństwo – jeszcze nie jesteśmy gotowi, żeby pozwolić tatusiom wznieść się na wyżyny ich ,możliwości, wesprzeć ich, poklepać po plecach, uwierzyć, że oni też potrafią i że naprawdę się do tej roli nadają!

Jeśli jesteś takim tatą – poszukaj wsparcia. Nie myśl o tym, jak Cię ocenią inni. Zawalcz o swoją relację z dzieckiem – nie pożałujesz! I pamiętaj, że proszenie o pomoc, to również radzenie sobie! Dasz radę!

Tatuś wygodny.

Traktuje dzieci trochę jak „gadżet”, którym można się pochwalić, zabrać w fajne miejsce, pstryknąć zdjęcia. Spija „śmietankę” rodzicielstwa, bez przyjmowania na siebie trudów np. przewijania, nocnego wstawania, noszenia godzinami. Jest wiecznie zmęczony, “bo pracuje”. Każda wymówka jest dobra, by zniknąć z domu/wrócić później i nie dać się “zagonić” do roboty. Może pobawić się z dziećmi – pod warunkiem, że wcześniej zje i odpocznie, ale już z uśpieniem, kąpielą, uspokojeniem w płaczu – ma problem. Często trzeba go prosić, żeby zajął się dziećmi (bo sam na to nie wpadnie) – i najczęściej musi być ku temu ważny powód. Gdy ma pod swoją opieką dzieci, niczego innego nie ogarnie w “międzyczasie” – bo…zajmuje się dziećmi. Nie ma pojęcia gdzie znaleźć body, a gdzie spodenki, jak rozszerzać dietę, czy kiedy czas na szczepienie. Uważa, że skoro „nie szlaja się, nie pije, nie bije i w dodatku zarabia”, to jest już wzorem ojca. Według niego zaangażowanie liczy się samą obecnością w domu.

Często można z jego ust usłyszeć, że “przecież on pracuje i zarabia”, że „nie masz tak źle, powinnaś być wdzięczna”, że czegoś nie może zrobić przy dziecku, bo „on nie ma piersi”, że żona wszystko robi lepiej/szybciej, że “nauczyła usypiać przy cycku, to niech się męczy”, że “jak siedzi w domu, to niech się nim zajmuje”, itp.

Bez wyrzutów sumienia leży na kanapie, podczas, gdy partnerka nie ma czasu “zrobić siku”, albo jeszcze dziś nie jadła. Uważa, że wyniesienie śmieci raz w tygodniu, ugotowanie obiadu raz na jakiś czas, czy zrobienie zakupów, to jest wystarczający wkład w dbanie o dom. Ma swoje hobby, znajomych, wychodzi z domu kiedy chce i na ile chce. Gdy żona chce wyjść – wszystko musi zaplanować, przygotować. Nie bierze czynnego udziału w wychowaniu dziecka, ale potrafi na każdym kroku komentować, że dziecko niewychowane, że brak mu dyscypliny. Można mieć wrażenie, że żyje bardziej obok swojej rodziny, niż z nią.

Taki scenariusz, to nie musi być żadna „patologia”. I nie oznacza też, że facet jest „złym tatą”, ani, że ma złe intencje. Najczęściej to brak odpowiedniego wzorca. Przenoszenie wzoru swojej relacji z ojcem, na swoją relację z dziećmi. Prawdopodobnie nigdy nie został nauczony tego, jak zauważać potrzeby bliskich. Czasem to lenistwo, egoizm. Czasem uzależnienie (niekoniecznie od alkoholu; może być od telefonu, Internetu)… Czasem inne priorytety. Czasem w ten sposób wychodzi pewnego rodzaju „przymuszenie” do posiadania dzieci – „bo taka jest kolej rzeczy”, „bo co to za rodzina bez dzieci”, „bo żona bardzo chciała”…

Trudno przy takim opisie uniknąć oceniania. Już w głowie samoistnie kręcą nam się odpowiednie epitety. Tylko wiecie co? Pokusiłam się o przejrzenie “mamusiowych” grup. Niestety, opisy “takich” partnerów naprawdę nie należą do rzadkości (gdyby każdy taki związek był skazany na porażkę, statystyki dotyczące rozwodów poszybowałyby w górę jak rakieta). Ten schemat wydaje się być nadal bardzo mocno zakorzeniony. Kobiety żalą się na brak wsparcia ze strony mężów oraz ich brak zaangażowania w życie rodzinne, szukają zrozumienia, pomocy. I co dostają w zamian? Rady: “Kopnij go w tyłek!”, “Jak możesz sobie na to pozwolić?!”, “Widziały gały co brały!” – serio?! I to ma być wsparcie od innych kobiet? Wątpię, żeby ktokolwiek po takich słowach poczuł się lepiej…

Absolutnie(!) nie twierdzę, że pokornie mają one czekać na cud i robić za służącą w domu! Ale na litość – rady typu “zostaw go z dzieckiem na kilka dni, niech zobaczy co to znaczy opieka nad dzieckiem” – komu sprawią więcej cierpienia? Ojcu, który “jakoś to przetrwa”, nawet jeśli będzie musiał słuchać płaczu kilka godzin, czy jednak dziecku, które zupełnie nie zrozumie, gdzie się podziała mama, dlaczego zniknęła, kiedy wróci (maluchy nie mają poczucia czasu, dla nich nawet kilka godzin może być wiecznością)?!

To ogromnie trudne, czuć się samotną w rodzicielstwie, pomimo posiadania pełnej rodziny. Czasem wystarczy rzeczowa, spokojna rozmowa z partnerem, jasne przedstawienie swoich potrzeb, czasem potrzeba całej masy cierpliwości, dobrego przykładu i “uczenie” go małymi kroczkami, czasem może kłótni, czasem mediacji, terapii…czasem niestety rozwodu. Każda sytuacja jest indywidualna, każda wymaga poszukania wsparcia i odpowiedniego do danej sytuacji rozwiązania. A nie dokopania i obwiniania!

Jeśli jesteś tatą, którego choć fragment powyższego opisu dotyczy, pomyśl jak wygląda Twoja relacja z ojcem? A jak chciałbyś, żeby za kilka/kilkanaście lat wyglądała Twoja relacja z dziećmi? Czy Twoje działania na pewno idą w dobrym kierunku? To dzieci kiedyś Cię rozliczą. Nie żona. Nie koledzy, i nie szef. Bycia dobrym tatą można się nauczyć. Potrzeba tylko chęci i wytrwałości. Spróbuj przeanalizować jak realnie wygląda codzienne życie Twojej żony(partnerki) i dzieci. Jeśli nie zostałeś wychowany w uważności na potrzeby bliskich, czas to nadrobić i popracować nad sobą. Wszystkie relacje, które obserwują Twoje dzieci, będą rzutowały na jakość ich przyszłych relacji. To naprawdę ma znaczenie jakim mężczyzną jesteś w ich oczach!

Na koniec mały apel.

Naszego pokolenia już nie zmienimy. Natomiast mamy realny wpływ na to, jak będzie funkcjonowało pokolenie naszych dzieci. Wychowujmy je w taki sposób, żeby umiały troszczyć się o siebie i o innych ludzi. Żeby były wrażliwe i uważne na potrzeby swoje i bliskich im osób. Żeby nie bały się okazywania uczuć. Żeby znały wartość relacji międzyludzkich. Żeby wiedziały, że nie wszystko w życiu da się kupić i że Messenger to nie jest jedyne narzędzie do budowania relacji z ludźmi.

Pozwalajmy chłopcom bawić się lalkami, bo to jest namiastką ich przygotowania do bycia czułymi, opiekuńczymi i odpowiedzialnymi ojcami. Skończmy z tym głupim “chłopaki nie płaczą” – łzy to nie powód do wstydu – to oznaka wrażliwości. Angażujmy ich w obowiązki domowe – nie tylko dziewczynki mogą pomagać mamom robić pranie, czy rozpakowywać zmywarkę! Tak się buduje odpowiedzialność za wspólny dom. Małymi kroczkami. Z kolei dziewczynki uczmy, że nie jest ich zadaniem usługiwanie innym. Że muszą umieć zadbać też o siebie. Że ważny jest także ich rozwój osobisty i zawodowy. Że zawsze mogą poprosić o pomoc. I że wcale nie muszą być “grzeczne i posłuszne”.

I powtarzajmy: tata jest tak samo ważny, jak mama.

To jak? Jakim chcesz być ojcem dla swojego dziecka?

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *