Bez kija i marchewki? Czyli jak?!

Wszyscy chcemy, żeby nasze dzieci były dobrze wychowane. Dla każdego z nas to “dobrze” może oznaczać co innego, jednak mniej więcej ten wzór “dobrze wychowanego dziecka” jest wspólny dla większości rodziców. “Żeby było grzeczne”, “żeby się słuchało”, “żeby nie sprawiało zbyt wielu problemów”… Jak robi coś niezgodnego z naszymi oczekiwaniami – dajemy karę, jak coś nam się podoba i chcemy, żeby to się powtarzało – nagradzamy, chwalimy. Ten schemat działania jest tak głęboko w nas zakorzeniony, że nie potrafimy sobie nawet wyobrazić, że można wychowywać dzieci bez tego typu narzędzi. Ba! Że można je wychować DOBRZE, nie stosując kar i nagród. Że mimo braku kar i nagród, nie będą rozpuszczonymi bachorami. Że brak stosowania kar i nagród wcale nie musi oznaczać wychowania bezstresowego. Że długofalowe efekty niestosowania kar i nagród mogą być lepsze(!) niż stosowania ich.
BOOM!!! Ale, że jak? Bez kary? Bez nagrody? No to jak się nauczy co jest dobre, a co złe? To, co mam zrobić zamiast kary/nagrody???

I tu zaczynają się prawdziwe schody. Otóż – nie ma nic ZAMIAST.

Żeby móc zrezygnować ze stosowania kar i nagród, konieczne jest całkowite przeorganizowanie swojego podejścia do wychowania dzieci. Jest to naprawdę trudne zadanie!!! Zwłaszcza, że wszędzie dookoła nas trwa jakby kult karania i nagradzania. Zwłaszcza, gdy sami byliśmy wychowywani w systemie kar i nagród. Gdy w momencie, kiedy dziecko robi coś nie tak jak byśmy chcieli, automatycznie myślimy o tym, jak je ukarać, jak je zmusić do posłuszeństwa, czym je “przekupić”, żeby robiło to, co chcemy. Zwłaszcza, gdy nie mamy innych wzorców, nie wiemy co poza karą czy nagrodą moglibyśmy zrobić, żeby uzyskać oczekiwany efekt. Co więc zrobić, żeby wyzwolić się od działania na zasadzie kija i marchewki? Jak przestać manipulować dzieckiem? Jak kochać je BEZWARUNKOWO (co nie oznacza absolutnie, że podporządkowujemy się dziecku i jego zachciankom!)?

★ Wyrzuć z głowy myślenie, że dziecko MUSI być posłuszne, że MA robić to, co chce rodzic, że to ZAWSZE rodzic decyduje, że to ZAWSZE rodzic wie lepiej, że to rodzic ma WŁADZĘ, że to rodzic określa co jest dobre, a co złe, że to rodzic sprawuje KONTROLĘ nad zachowaniem dziecka (więcej na ten temat przeczytasz tutaj)

★ Zamiast skupiać się wyłącznie na zachowaniu dziecka (i albo je eliminować, albo wzmacniać) – spróbuj poszukać PRZYCZYN tego zachowania, szukać głębiej z czego dane zachowanie wynika, co się dzieje w dziecku, czego pragnie, do czego dąży, jakie potrzeby próbuje zaspokoić, jak możesz mu pomóc (np. wyrazić swoje potrzeby w akceptowany sposób). I zapamiętaj, że jeśli dziecko zachowuje się źle, to dlatego, że w danym momencie jest mu z czymś trudno i po prostu inaczej o siebie zadbać nie potrafi. To nie jest tak, że dziecko chociaż wie, jak zachować się “dobrze”, wybiera “złe” zachowanie. Wybiera najlepsze, jakie w danym momencie jest dla niego dostępne.

★ Zastanów się nad tym, jakiego człowieka chcesz wychować i czy metody, które stosujesz na pewno temu służą? (np. chcesz, żeby Twoje dziecko w przyszłości potrafiło podejmować samodzielne decyzje, ale teraz oczekujesz, że bez zastanowienia będzie robiło to, co Ty postanowisz; chcesz, żeby w przyszłości było asertywne, ale na razie oczekujesz uległości wobec Ciebie).

★ Weź pod rozwagę czy Twoje oczekiwania względem dziecka na pewno są adekwatne. Wiele nieakceptowanych, “złych” zachowań jest po prostu naturalnym etapem rozwoju dzieci, albo wynikiem braku umiejętności/możliwości do lepszego poradzenia sobie z trudną sytuacją/z trudnymi emocjami. Nikomu nie przyjdzie do głowy karać dwulatka za nieumiejętność mnożenia, ale już wielu rodziców stosuje kary za nagły, głośny płacz, wywołany np. odmową rodzica (tzw. histerię). Tymczasem nieumiejętność poradzenia sobie z odmową, nieumiejętność zapanowania nad swoim rozczarowaniem czy złością, są dla takiego dwulatka właściwie jednakowo nieosiągalne, jak nieumiejętność mnożenia.

★ Uświadom sobie, że kara/nagroda wcale nie jest jedynym sposobem, aby czegoś nauczyć (lub oduczyć) dziecko. Kluczem jest tutaj przede wszystkim odpowiedni przykład, dobra relacja (chętniej współpracujemy z ludźmi, z którymi mamy dobre relacje), zaznaczanie swoich granic (wkrótce o tym napiszę) i zauważanie starań, a także naturalne konsekwencje (coś, czego nie trzeba wymyślać, to dzieje się bez naszego udziału, nawet jeśli nie widzimy “złego” zachowania dziecka np. dziecko rzuca zabawką – zabawka jest zepsuta. Zabranie zabawek przez rodzica/ odesłanie dziecka do innego pokoju/ groźba niekupowania nowych zabawek w przyszłości – to już są kary).

„Wiara w to, że dzieci muszą być ukarane, aby nauczyć się lepszego zachowania, jest nielogiczna. Dzieci uczą się przewracać, czołgać,  chodzić, mówić, czytać i jeszcze wielu innych bardziej skomplikowanych czynności, bez konieczności karania. Dlaczego więc, takie same łagodne przewodnictwo, wsparcie i świadomość rozwojowych możliwości dziecka, które rodzic wykorzystuje do nauki tych skomplikowanych czynności, nie miałoby zadziałać, aby nauczyć dziecko łagodnie głaskać kota czy pisać na kartce zamiast po ścianie?” L. R. Knost

 

A czemu w ogóle o tym myśleć? Czemu w ogóle poruszam temat kar i nagród? Czemu zachęcam do próby wyeliminowania ich w relacji z dziećmi?

✔ Bo wprowadzają one w relacji z dzieckiem mnóstwo niepotrzebnego napięcia, złości, żalu, oczekiwań, cierpienia, niezrozumienia.

✔ Bo są skuteczne tylko na krótką metę – być może szybko uzyskujemy efekt o jaki nam chodzi (posłuszeństwo), ale długofalowo zarówno kary, jak i nagrody, więcej robią złego w kształtowaniu młodego człowieka, niż dobrego.

✔ Bo przestają działać (nie robią już wrażenia, dzieci się przyzwyczajają) i musimy sięgać po “większy kaliber” – coraz ostrzejsze kary, coraz większe nagrody.

✔ Bo działają tylko dopóki dziecko jest od nas zależne, dopóki możemy mu coś odebrać/ na coś nie pozwolić/ przekupić nagrodą. Gdy staje się coraz mniej zależne, zostajemy z niczym, tracimy jakikolwiek wpływ na jego zachowanie.

✔ Bo skupiają się wyłącznie na zachowaniu, kompletnie nie zwracając uwagi na przyczyny danego zachowania, czy motywacje; możemy wyeliminować jakieś zachowanie lub je wzmocnić, ale karą czy nagrodą nie zmienimy myślenia dziecka o danym zachowaniu (nadal może ono być atrakcyjne/nieatrakcyjne, a może nawet jeszcze bardziej, bo “zakazany owoc lepiej smakuje”, a coś, do czego jesteśmy zmuszani – jeszcze bardziej nam się obrzydza).

✔ Bo zabraniamy jakiegoś zachowania, nie ucząc tego, co można zrobić w zamian, jak zachować się lepiej, jak poradzić sobie lepiej następnym razem. Nagradzamy jakieś zachowanie, pomijając kwestie dlaczego warto je powtarzać, co ono dobrego daje nam lub innym ludziom. Pokazujemy tylko czego absolutnie nie chcemy żeby dziecko robiło, a co nam się podoba.

✔ Bo sprawiają, że większe znaczenie ma motywacja zewnętrzna i niszczą motywację wewnętrzną. (Robię coś, bo to lubię, a nie dlatego, że dostanę za to nagrodę. Nie robię czegoś, bo to jest złe, a nie dlatego, że mogę zostać ukarana).

✔ Bo (kary) wzbudzają niechęć do osoby karzącej oraz pragnienie zemsty, a wtedy jeszcze trudniej o współpracę i refleksję nad swoim postępowaniem.

✔ Bo uczymy dziecko, że liczy się ten, kto ma władzę – można zmusić “słabszego” do zachowań zgodnych z własnymi oczekiwaniami.

✔ Bo zamiast uczyć konstruktywnego rozwiązywania konfliktów (win-win), uczą wykorzystywania swojej władzy.

✔ Bo (nagrody) prowokują do kalkulowania: czy mi się to opłaca? Sprawiają, że dziecko oczekuje nagrody za “dobre uczynki”, nie robi ich samo z siebie, zaczyna manipulować.

✔ Bo samo karanie czy nagradzanie wzbudza już tak silne emocje, że przestaje się myśleć/rozmawiać o tym, jakiego zachowania dotyczyło.

✔ Bo (kary) uczą kłamstwa/ukrywania prawdy w obawie przed karą. Dzieci często nie przestają zachowywać się “źle”, ale zaczynają te “złe” zachowania lepiej ukrywać. (W przypadku zrobienia jakiejś głupoty, dziecko się nie przyzna, a pomocy będzie szukało np. u rówieśników, zamiast u rodziców – bo będzie się bało kary).

✔ Bo pokazują dziecku, że jest dla nas ważne, wartościowe tylko wtedy, gdy zachowuje się zgodnie z naszymi oczekiwaniami. W przeciwnym razie “odmawiamy mu miłości” – np. ignorujemy je, grozimy że nie będziemy się z nim bawić, odsyłamy do innego pokoju, nie odzywamy się do niego.

✔ Bo (kary) sprawiają, że dziecko cierpi – zostaje skrzywdzone przez ukochanego rodzica. Zatem burzymy mu poczucie bezpieczeństwa i jego
zaufanie do nas.

Zachęcam Cię więc do refleksji. Ja wiem, że to trudny temat. Ja wiem, że mimo dobrych chęci, zdarzają się koncertowe wtopy. Tak, mi też. Pomyśl, posprawdzaj jak się czujesz z tymi informacjami. Zastanów się, czego byś  chciał(a) dla swojego dziecka – nie w tej chwili, gdy Ci się sprzeciwia, gdy Twoje
wkurzenie na nie sięga zenitu, ale na przyszłość, na jego dorosłe życie. Nie obawiaj się, że wykluczając kary i nagrody w rodzinie, Twoje dziecko nie będzie przygotowane do życia w społeczeństwie opartym na karach i nagrodach (to częsty zarzut!). Rodzina to zupełnie inny system, niż np. państwo. W rodzinie opieramy się na więziach, na chęci współpracy, na dbaniu o dobre relacje. Nie da się tego porównać z ogółem społeczeństwa.

PS. Jeśli interesuje Cię ten temat, polecam zajrzeć do książki Alfie Kohna “Wychowanie bez kar i nagród. Rodzicielstwo bezwarunkowe.” oraz do wpisów na blogu Agnieszki Stein – tam znajdziesz bardziej szczegółowe informacje.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *